Po ciężkich przeprawach przez Kambodżę wyczekiwaliśmy plaży jak małe dzieci. Jedziemy nad morze, nareszcie! Miejsc plażowych Tajlandia ma co nie miara. Najpopularniejsze są jej bajkowe wyspy, gdzie często ilość turystów przewyższa miejscowych. Największe tłumy podążają na Phuket i Wyspy Phi Phi, które ominęliśmy dalekim łukiem. Naszym pierwszym wyborem była stosunkowo nowo odkryta przez białych wczasowiczów, położona blisko kambodżańskiej granicy górzysta wyspa Koh Chang. W dosłownym tłumaczeniu ‘Wyspa Słoni’ (Chang to też marka najczęściej spożywanego tajskiego piwa). Bardziej przypadkowo niż świadomie trafiliśmy na przeuroczą plażę – Lonely Beach, z palemkami, białym piaskiem i wodą ciepłą jak w wannie. Wynajęliśmy bungalowa, czyli bambusową chatkę i poszliśmy się opalać. Śniadanie na plaży, długie kąpiele, piwko w barze vis a vis morza, bez tłoku, zmartwień, za przystępną cenę (dla przykładu: bungalow 3 osobowy – 50 złotych za noc, tajski obiadek – 10 złotych, wynajęcie skutera – 20 złotych na dobę). Koh Chang to Tajlandia w pigułce: morze, góry, lasy, rybacy, wieśniacy, słonie i małpy. Żeby się jednak stamtąd wydostać kolejny raz odbyliśmy podróż do Bangkoku (ok. 7 godzin), gdzie czekał na nas autobus na południe (kolejne 14 godzin). Tej nocnej podróży nie zapomnę do końca mych dni. Beztroskie spożywanie ulicznego jedzenia w końcu doczekało się konsekwencji w postaci najgorszego rozstroju żołądka jaki można sobie wyobrazić. W końcu zemdlałam, a moja załoga musiała dzielnie dzierżyć me bagaże i poić mnie wodą.
Drugim celem plażowym było zachodnie Wybrzeże Andamańskie ze wspominanym Phuketem uznawanym za raj rozrywkowiczów. Jako naczelni nudziarze udaliśmy się do mniej popularnych okolic Krabi, a konkretnie wioski wczasowej Railay. Tym razem miejscowość urządzona była na bogato: piękne wille wczasowe, spa, baseny, a do tego o wiele drożej i zdecydowanie więcej dzianych Rosjan oraz Skandynawów. Kiedy w końcu ozdrowiałam po przespaniu 20 godzin, zrozumiałam całą ekskluzywność miejsca, bo takie plaże z ogromnymi skałami dookoła nie zdarzają się często. Atrakcyjność Railay wzmożona jest możliwością wspinaczki górskiej, która nawet w wersji light, na którą się zdobyliśmy przyprawiała o zachwyty ze względu na towarzyszące widoki.
Ostatnia na mojej liście, najbardziej różnorodna, położona na wschodnim wybrzeżu wyspa Koh Phangan zasłynęła w świecie z urządzanych raz w miesiącu ‘Imprez Pełnego Księżyca’ (szerzej znanych pod nazwą ‘Fool Moon Party’). Wbrew pozorom nie jest to tajska Ibiza. Tłumy przybywają, ale tylko raz w miesiącu. W pozostałym czasie jest spokojnie, plaż co nie miara, jedne bardziej młodzieżowe, inne bardziej rodzinne. Zbawieniem dla tej wyspy jest jej słaba infrastruktura, wyróżnia się bowiem jedynie małe centrum z kilkoma ulicami handlowymi. Reszta przypomina słabo rozwinięte wioski. Wstydem byłoby jednak nie skorzystać z warunków imprezowych, tym bardziej, że okazja też trafiła się szczególna. Spotkałam się ze znajomym z Europy, który akurat przez 2 miesiące pracował w Tajlandii niedaleko naszego Koh Phanganu. Spotkanie przypieczętowaliśmy imprezą w basenie, na której przehulałam buty, kolczyka, a na koniec uszkodziłam sobie rękę. Jednak woda, alkohol, muzyka i młodzi, opaleni turyści to dla mnie za dużo na jeden wieczór. No cóż, starość nie radość.
 |
| Koh Chang - śniadanie |
 |
| Nasz bungalow |
 |
| Railay |
 |
| Wspinaczka w wersji light |
|
|
|
 |
| Okolice Koh Phangan |