Zakupiono rower! Rower jest żółtawy, waniliowy. No i przyszła pora wyruszyć na ulice Melbourne. Pierwszy raz - tragiczny, spóźniona na zajęcia, permanentnie zagubiona, jakaś przestraszona. Google map przewidział 40-minutowa trasę, a mi ona zajęła 1h15min. Ścieżek jest dość dużo, ale część jest rozmieszczona po bardzo ruchliwych ulicach, część w dziczy (tak dosłownie mogę opisać ścieżki wzdłuż rzeki Yarry), część pod strome górki. Więc szczegół tkwi w tym, żeby znaleźć jak najłatwiejszą, najszybszą a zarazem najbezpieczniejszą trasę. Trochę czasu mi to zajęło, bez GPSa w telefonie by się nie udało, ale 40 minut jest już realne. No i dochodzi jeszcze obowiązkowy kask. Ogólnie nawet podoba mi się ta bezpieczna jazda, ale kiedy robi się gorąco, jadę pod górkę, patrzę w lewo, kiedy powinnam w prawo (lewostronny ruch nadal pozostaje zagadką) to te paski na szyi po prostu mnie duszą. Jest to jednak gra warta świeczki, bo jak tu żyć bez roweru?
 |
| Poza, kask w koszyku |
 |
| W środku miasta takie widoczki na ścieżkach |