Wydaje mi się, że zdjęcia trochę to ukazują, trochę przebrzmiewa to w moich relacjach – Sydney nie jest uroczym, przytulnym miastem. Ale kryją się w nim takie perełki, trochę jak w Warszawie, którą trzeba lepiej poznać, żeby dostrzec jej piękno. Mam tu swoje ulubione dzielnice, w których jest dużo kafejek, kolorowych ludzików na ulicach i malunków na ścianach. Jedną z takich dzielnic jest zamieszkana przeze mnie Darlinghurst, ale o niej innym razem.
Kolejną jest położona blisko dworca centralnego – Surrey Hills (podobnych nazw jest więcej: Strawberry Hills, Winston Hills, zbieżność nazw wynika głównie z geografii, miasto położone jest bowiem na wielu wzgórzach, co sprawia, że jest super nieprzyjazne rowerzystom i spacerowiczom, dla których dodatkowym utrudnieniem są szaleni kierowcy – może ujmę to tak: prędkość nie ma znaczenia). Lokalny człowiek pokazał mi tam taki uroczy klub, w którym codziennie grają muzykę na żywo.
Ale moją ulubioną miejscówką jest Newtown. Oprócz tego, że jest tam dużo lumpeksów i artystów, mieszkają też tam moi znajomi. A konkretnie Sophia i jej znajomi. W tamtych okolicach jest dużo przestrzennych domów, takich z ogródkami. Moi znajomi mają ogródek warzywny, duuuże patio, pięć pokoi i wielką kuchnię. Dom jest cudny, z jednej strony wiejski klimat, z drugiej w centrum rozrywki. No i ta Sophia piecze takie specjalne ciasteczka, if you know what i mean.
 |
| Słynna ciastkarka w jej słynnym ogródku |
 |
| Szybki sposób na pizzę: użyj wrapa i ketchupa:p |
 |
| Ta, tequila jest dobra, ale do pewnego momentu |
|
 |
| A w oddali gra rysunkowa! Mam tu swoje activity:) |
 |
| To już w innym domku, jedzenie ponownie w roli głównej! |