piątek, 16 marca 2012

Kings Cross

Miejsce bliskie mi w sensie dosłownym (7 minut spacerkiem) i w sensie metaforycznym (jakoś przyciąga mnie ta menelskość, intensywność & rozbebłanie). Punktem centralnym jest wielki znak coca-coli (już po raz drugi wspominam tę markę na naszym blogu, powinni zacząć nam płacić za promocję), przy którym wszyscy się spotykają. W okolicach mieszka wielu backpackerów, więc można tam znaleźć wszystko czego dusza zapragnie: całodobowe sklepy, bary, tani sprzęt (ostatnio nabyłam cacko jak się patrzy – telefon Alcatel One Touch 112 – nawet nie wiedzieliście, że jeszcze takie produkują!). Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z faktem, że dobrej opinii to miejsce nie ma w całej Australii. No, ale: hulaj duszo, piekła nie ma:) 





Ostatnio piłam alkohol z dzbaneczka na herbatę, przedziwne uczucie:p
Oto dlaczego nie wrzucam tu swoich zdjęć. Normalnych po prostu nie mam:)

sobota, 3 marca 2012

Obce dzielnie

Wydaje mi się, że zdjęcia trochę to ukazują, trochę przebrzmiewa to w moich relacjach – Sydney nie jest uroczym, przytulnym miastem. Ale kryją się w nim takie perełki, trochę jak w Warszawie, którą trzeba lepiej poznać, żeby dostrzec jej piękno. Mam tu swoje ulubione dzielnice, w których jest dużo kafejek, kolorowych ludzików na ulicach i malunków na ścianach. Jedną z takich dzielnic jest zamieszkana przeze mnie Darlinghurst, ale o niej innym razem.
Kolejną jest położona blisko dworca centralnego – Surrey Hills (podobnych nazw jest więcej:  Strawberry Hills, Winston Hills, zbieżność nazw wynika głównie z geografii, miasto położone jest bowiem na wielu wzgórzach, co sprawia, że jest super nieprzyjazne rowerzystom i spacerowiczom, dla których dodatkowym utrudnieniem są szaleni kierowcy – może ujmę to tak: prędkość nie ma znaczenia). Lokalny człowiek pokazał mi tam taki uroczy klub, w którym codziennie grają muzykę na żywo.
Ale moją ulubioną miejscówką jest Newtown. Oprócz tego, że jest tam dużo lumpeksów i artystów, mieszkają też tam moi znajomi. A konkretnie Sophia i jej znajomi. W tamtych okolicach jest dużo przestrzennych domów, takich z ogródkami. Moi znajomi mają ogródek warzywny, duuuże patio, pięć pokoi i wielką kuchnię. Dom jest cudny, z jednej strony wiejski klimat, z drugiej w centrum rozrywki. No i ta Sophia piecze takie specjalne ciasteczka, if you know what i mean.

Słynna ciastkarka w jej słynnym ogródku

Szybki sposób na pizzę: użyj wrapa i ketchupa:p

Ta, tequila jest dobra, ale do pewnego momentu

A w oddali gra rysunkowa! Mam tu swoje activity:)
To już w innym domku, jedzenie ponownie w roli głównej!


piątek, 2 marca 2012

Bondi Rescue

Jest taki serial w telewizji, w którym pokazują ratowników z tej słynnej plaży.Wszystko jest troszkę przerysowane, ale tak to już jest w telewizji. Bo w prawdziwym życiu, kiedy się topisz, nie ważne kto cię ratuje. W ostatni weekend porwał mnie prąd i nie mogłam wydostać się z wody. W jednym momencie stoisz sobie i śmiejesz się w falach, a za chwilę nie czujesz dna i nie możesz przedrzeć się bliżej brzegu. W tej sytuacji nie utknęłam sama, tylko z całą grupą innych "pływaków". Ludzie pomagali sobie nawzajem, bo dość dużo czasu zajęło ratownikom, żeby do nas dotrzeć. W końcu jakiś przypłynął, chwilę odpoczęłam na jego desce surfingowej i popłynął dalej ratować innego człowieczka., bo ja stwierdziłam, że jakoś sobie poradzę. Razem z moją współlokatorką wyszłyśmy zmachane z tej wody jak po olimpiadzie. Inni znajomi czekający na piasku nie chcieli uwierzyć w nasze perypetie, bo z daleka wszystko wyglądało normalnie. Zresztą, takich akcji w tym miejscu jest pewnie pełno. No sami popatrzcie!

http://www.youtube.com/watch?v=cx6MlPsi2tM&feature=fvst

W ramach wyjaśnienia: pływamy tylko pomiędzy flagami!