środa, 9 grudnia 2015

Tasmania

Wyspa to nieduża, klimat podobny jak u nas, oprócz tego dużo wody dookoła i owoców morza. Tyle w skrócie o Tasmanii. Czterodniowe wakacje pozwoliły nam na zwiedzenie stolicy stanu – miasta Hobart, historycznej osady skazańców – Port Arthur, wyspy Bruny, parku narodowego Freycinet i The Bay of Fires. Pewnie kilka dodatkowych dni wystarczyłoby na objechanie całej wyspy, ale czasu nie starczyło, wiec musimy tam wrócić. Podobnie jak wszędzie indziej w Australii przyroda jest piękna, widoki romantyczne, a restauracje serwują przepyszne jedzenie.

Najciekawszym punktem wycieczki było zobaczenie diabla tasmańskiego (w zamkniętym azylu dla zwierząt). Ogromna ilość diabłów tasmańskich cierpi na ‘raka pyska diabla’, zakaźny nowotwór, który pustoszy populacje. Tasmania staje na wysokości zadania i próbuje ratować ten gatunek. Prowadzone są monitoringi, odseparowywanie i prace nad szczepionkami. Miejmy nadzieje, ze to pomoże.

Kolejną ciekawostką były odwiedziny w Porcie Arthur – byłej kolonii karnej. Budynki historyczne jak to budynki historyczne, kryją jakąs opowiastke. Australijczycy są potomkami brytyjskich skazańców. W latach 1788 - 1858 przewieziono do Australii ponad 160 tys. więźniów. Imigracja wolnych ludzi rozpoczęła się dopiero po roku 1830. Port Arthur był największą kolonią karną w Australii. Miały tam też miejsce inne historyczne wydarzenia. W 1996 roku na terenie obiektu i nieopodal uzbrojony 28-latek zastrzelił 35 osób; 37 osób zostało rannych. Zabójca został schwytany i skazany na 5-krotne dożywocie, a w Australii natychmiast zaostrzono przepisy dotyczące posiadania broni. 


Widok na Hobart 
Port Arthur 
Bruny Island 

Woda z każdej strony 


Dwa diabełki
 A tu trzy
  
 I kangurów cała chmara 
Park Narodowy Freycinet 


The Bay of Fires czyli Zatoka Ognia 

Pozowany romantyzm gdzieś po drodze

Słynne na całą Australię Muzeum Sztuki Starej i Nowej – MONA 

 No i te owoce morza, prosto z połowów 

Kultura

Melbourne promowane jest miastem kultury. Koncerty (małe i duże), wystawy, teatry, festiwale filmowe. Brzmi podobnie jak wszędzie indziej. Różnica polega na tym, ze tutaj w modzie jest bycie kreatywnym. Znam cale multum ludzi, którzy albo malują, albo robią filmy, albo dziergają, no i oczywiście cale zgraje grajków. Male butiki z ręcznie, lokalnie produkowaną biżuterią, ceramiką, świeczkami, plakatami itp. zalewają miasto. Znajomy znajomej organizuje koncerty w domach, koleżanka kolegi gra muzykę kubańską w małym klubie, a ja śpiewam w chórze. Nie jest to zbyt kreatywna czynność, ale raz w tygodniu mogę się wykrzyczeć. Spotykamy się w barze, pijemy piwo i śpiewamy. Wychodzi nam średnio, ale trochę zabawy z tym wszystkim jest. No cóż zobaczcie sami.  


Skupienie jest najważniejsze

Dlaczego nie, pośpiewajmy tyłem do publiki 

Piosenka o siatce na brody

Nawet płyty mamy, można zamówić online :D 
Cudowne hala koncertowa w cudownym miejscu – The Abbotsford Convent, gdzie organizowane są przeróżne maskarady 
Jeden z budynków The Abbotsford Convent

Chcesz zorganizować koncert w domu, kliknij sobie: http://www.parlourgigs.com/

Saunders tak się zasłuchał i zapatrzył w piosenkarkę Thelme Plum, że ciężko go było oderwać 

A tu koncert w opuszczonym kościele i lokalny zespół Holy Days 

Otwarcie wystawy, a na wystawie jedna z prac koleżanki 

Kultura imprezowa, przebieranki w stylu Gatsby