piątek, 27 kwietnia 2012

Jajo

Wielkanoc jak większość świąt w większości zachodnich państw, tak i w Australii, jest okazją do odpoczynku, picia i obżarstwa. Jakkolwiek, Polska przejmuje zachodnie zwyczaje, nie ulega wątpliwości, że jesteśmy przywiązani do naszych tradycji: świecenia szynki, niedzielnego żurku i mokrych ciuchów na dyngusa. Australijczycy nie celebrują żadnych konkretnych tradycji wielkanocnych, no może poza szukaniem czekoladowego królika w ogródku. Istnieje jednak kilka zwyczajów, które są zastanawiające i godne uwagi. Otóż, dni wolne od pracy to: Wielki Piątek i Wielkanocny Poniedziałek. Największy akcent kładzie się zdecydowanie na piątek. Zamknięta jest większość sklepów, w tym największe supermarkety, co tu nie zdarza się często. A po godzinie 22.00 nigdzie (włączając bary i restauracje) nie można kupić alkoholu. Pracując tego wieczoru pierwszy raz spotkałam się z tak agresywną reakcją tak wielu klientów. Dla mnie to raczej zrozumiałe, człowiek może się przecież nieźle sfrustrować w obliczu niemożności zdobycia alkoholu:) W pozostałe dni konsumpcyjna maszyna wraca do normy, a w sobotę po dniu ograniczeń szaleństwo i imprezowanie nabiera nawet większego tempa niż zwykle, tak mi się przynajmniej wydawało na Kings Cross. Zaniedbując większość polskiego dorobku kulturowego w postaci wielkanocnych mazurków, bab i białej kiełbasy, udało mi się przemycić jedną tradycję – malowanie jaj. Mobilizacja drużyny trwała dni kilka, pierwsze podejście skończyło się w słonecznym ogródku piwnym, ale summa summarum, udało się. Jaja wyszły piękne i kolorowe, i chyba od czasów dzieciństwa nie przyniosły mi takiej frajdy jak tu, za wielką wodą:)
Malowanie jaj, podejście numer 1.

Malowanie jaj, podejście numer 2.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz