sobota, 7 kwietnia 2012

Rutynowo

Ostatnimi czasy zaniedbałam trochę naszego bloga, nie wynika to jednak z lenistwa, no może trochę, ani z utracenia potrzeby kontaktu z Polską. Przyczyna leży gdzie indziej, a mianowicie w nudzie. Codzienność w Sydney stała się rutyną, utrzymaną w rydzach skrupulatnie celebrowanymi zwyczajami. Więc mam już swoje poranki z ulubioną kawą na wynos, ciężką pracę do godziny 15.30, popołudniową szkolę albo drugą pracę. Jest też czas relaksu: poniedziałki/wtorki są głównie kinowe (mamy wtedy tańsze bilety, nawet o połowę), inne momenty niepracownicze przeznaczam na spotkania ze znajomymi, a także, tego się nie spodziewaliście: na picie:) Czasami kiedy pogoda jest łaskawa, a ostatnio nie możemy narzekać, idę się poplażować, lub posiedzieć w ogródku Sophii. Sobotnie/ niedzielne poranki mam wolne, wtedy też w mieście organizują targi w poszczególnych dzielnicach. Na targach można kupić ciuchy, biżuterię, klamoty, pamiątki, blaszane zegarki, pierzaste koguciki, ale piernika z chaty nie widziałam. Jest też pub, w którym kończą się wszystkie pijackie eskapady, taki znienawidzony, ale zawsze pod ręką, gdzie spotykasz zawsze tych samych ludzi. Jest też hostel, w którym pracuje moja koleżanka, i w którym czasami można się pobujać. W sumie, dużo się tu dzieje, i intensywnie się żyje, ale nic innego niż w domu, stąd ten brak relacji.  
Śniadanie przy plaży

A później podziwianie widoków
Hostelowe życie


Tak, poróbmy sobie zdjęcia w toalecie...

Albo w drodze do toalety

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz