Po pustynnych przygodach, w drugim co do wielkości mieście Terytorium
Północnego modliłam się tylko o łóżko i ciepły prysznic. Znalazłyśmy więc
przytulny hostel i mogłyśmy się wyspać do woli. Australia trochę psuje mój
wizerunek hosteli, który wyniosłam z Europy. Ilość podróżników jest tutaj
przeogromna, nie dziwni więc, że ciężko o dobry standard w dobrej cenie.
Dlatego też nie zdziwiłyśmy się, że nasz tani i miły hostel miał pewien haczyk
– zwariowanego właściciela. Udało nam się jednak znaleźć wicht i opierunek w
australijskim mieszkaniu poprzez couch surfing i wyluzować się w Alice prze dni
kilka. Samo miasto nie dostarcza zbyt wielu atrakcji. Znalazłyśmy znudzonego
Szkota, który poobwoził nas po kolejnych skałach i parkach narodowych swoim
jeepem z napędem na cztery koła. Dopingowaliśmy wyścigi motorów z
Australijczykami kempingującymi przy trasie wyścigów. Oglądaliśmy filmy i
dyskutowaliśmy wiele o problemach ludności tubylczej. A problemów jest co nie
miara.
Wszyscy znamy schemat kolonizacji: biali przyszli, zabrali ziemię,
powybijali tubylców, resztę sobie podporządkowali i kazali im żyć na swoją
modłę. W Australii nie było inaczej (z ciekawostek: pierwsi kolonialiści byli w
większości brytyjskimi skazańcami). Co różni jednak Australię od państw o
podobnej historii jest ekstremalnie widoczne wykluczenie Aborygenów. Na północy
kraju tubylców widzi się na ulicach, w parkach, wielu z nich pijanych, krzyczących,
bez butów, w obskurnym odzieniu. Biali omijają ich wielkim łukiem, narzekając
na ich lenistwo, nieporadność życiową, wygląd. Jest też grupa entuzjastów
aborygeńskiej kultury; ludzi interesujących się tubylczymi tradycjami, sztuką,
wierzeniami, próbującymi znaleźć i zrozumieć przyczynę owego marazmu. Najprostsze
wytłumaczenie brzmi: Aborygeni nie radzą sobie z kulturą zachodu – łatwą
dostępnością alkoholu, innym sposobem żywienia (według naszego przewodnika, to
właśnie w tej grupie etnicznej istnieje największy odsetek ludzi z cukrzycą) i
o ironio: państwowym wsparciem finansowym. W ramach zadośćuczynienia bowiem
australijski rząd wspiera tubylców gwarantując im państwowe mieszkania,
zasiłki, stypendia. Może system ten działa lepiej w zamkniętych społecznościach,
gdzie dostęp białego człowieka jest ograniczony (np. ogromny obszar Arnhem Land
na północnym wschodzie, do którego wstęp jest możliwy tylko z wcześniej
uzyskaną zgodą). Ale w większości miast zderzenie cywilizacji jest smutne. W
Alice słyszy się dużo o niebezpieczeństwach związanych z agresywnymi
Aborygenami. Nawet Biblia podróżników – przewodnik Lonely Planet wspomina: nie
spacerować po zmierzchu! Życie na Pradze Północ nauczyło mnie jednak lekceważyć
takie przestrogi i raz czy dwa taki spacer odbyłam. Choć nie spotkało mnie tam
nic złego, muszę przyznać, że momentami czułam się nieswojo.
 |
| Styl życia w outbacku trochę różni się od wybrzeżnego |
 |
| Ale tylko trochę, bo mężczyźni jak to mężczyźni zawsze interesują się motocyklami |
 |
| Kolejna skała |
 |
| I jeszcze jedna itp. itd. |