środa, 11 lipca 2012

Alice Springs


Po pustynnych przygodach, w drugim co do wielkości mieście Terytorium Północnego modliłam się tylko o łóżko i ciepły prysznic. Znalazłyśmy więc przytulny hostel i mogłyśmy się wyspać do woli. Australia trochę psuje mój wizerunek hosteli, który wyniosłam z Europy. Ilość podróżników jest tutaj przeogromna, nie dziwni więc, że ciężko o dobry standard w dobrej cenie. Dlatego też nie zdziwiłyśmy się, że nasz tani i miły hostel miał pewien haczyk – zwariowanego właściciela. Udało nam się jednak znaleźć wicht i opierunek w australijskim mieszkaniu poprzez couch surfing i wyluzować się w Alice prze dni kilka. Samo miasto nie dostarcza zbyt wielu atrakcji. Znalazłyśmy znudzonego Szkota, który poobwoził nas po kolejnych skałach i parkach narodowych swoim jeepem z napędem na cztery koła. Dopingowaliśmy wyścigi motorów z Australijczykami kempingującymi przy trasie wyścigów. Oglądaliśmy filmy i dyskutowaliśmy wiele o problemach ludności tubylczej. A problemów jest co nie miara. 

Wszyscy znamy schemat kolonizacji: biali przyszli, zabrali ziemię, powybijali tubylców, resztę sobie podporządkowali i kazali im żyć na swoją modłę. W Australii nie było inaczej (z ciekawostek: pierwsi kolonialiści byli w większości brytyjskimi skazańcami). Co różni jednak Australię od państw o podobnej historii jest ekstremalnie widoczne wykluczenie Aborygenów. Na północy kraju tubylców widzi się na ulicach, w parkach, wielu z nich pijanych, krzyczących, bez butów, w obskurnym odzieniu. Biali omijają ich wielkim łukiem, narzekając na ich lenistwo, nieporadność życiową, wygląd. Jest też grupa entuzjastów aborygeńskiej kultury; ludzi interesujących się tubylczymi tradycjami, sztuką, wierzeniami, próbującymi znaleźć i zrozumieć przyczynę owego marazmu. Najprostsze wytłumaczenie brzmi: Aborygeni nie radzą sobie z kulturą zachodu – łatwą dostępnością alkoholu, innym sposobem żywienia (według naszego przewodnika, to właśnie w tej grupie etnicznej istnieje największy odsetek ludzi z cukrzycą) i o ironio: państwowym wsparciem finansowym. W ramach zadośćuczynienia bowiem australijski rząd wspiera tubylców gwarantując im państwowe mieszkania, zasiłki, stypendia. Może system ten działa lepiej w zamkniętych społecznościach, gdzie dostęp białego człowieka jest ograniczony (np. ogromny obszar Arnhem Land na północnym wschodzie, do którego wstęp jest możliwy tylko z wcześniej uzyskaną zgodą). Ale w większości miast zderzenie cywilizacji jest smutne. W Alice słyszy się dużo o niebezpieczeństwach związanych z agresywnymi Aborygenami. Nawet Biblia podróżników – przewodnik Lonely Planet wspomina: nie spacerować po zmierzchu! Życie na Pradze Północ nauczyło mnie jednak lekceważyć takie przestrogi i raz czy dwa taki spacer odbyłam. Choć nie spotkało mnie tam nic złego, muszę przyznać, że momentami czułam się nieswojo. 

 Styl życia w outbacku trochę różni się od wybrzeżnego

 Ale tylko trochę, bo mężczyźni jak to mężczyźni zawsze interesują się motocyklami

Kolejna skała

I jeszcze jedna itp. itd.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz