Znajomość ze Szkotem i jego jeepem przydała się
na dłuższą metę, moja koleżanka poleciała do Melbourne, stamtąd już na dobre do
domu, a ja wyruszyłam w stronę dalekiej północy dzieląc mój los z dwoma
mężczyznami – wspomnianym kierowcą i jego kolegą. Integracja naszej wycieczki
szła marnie. Mimo wszystko podróż poszła gładko, komfortowo, bez dramatów, ale
i bez ekscytacji. Droga przez środek Australii jest bardzo monotonna, widoki
prawie się nie zmieniają, no może delikatnie wysokość traw. Na trasie 1500
kilometrów dzielących Alice Springs i Darwin napotyka się kilka miasteczek.
Warto wiedzieć, że w outbacku turystów straszy się opowieściami o zaginionych
autostopowiczach, morderstwach i gwałtach. W jednym z przydrożnych miasteczek –
Tennant Creek, w którym zatrzymaliśmy się na noc nastrój horroru można było
poczuć na własnej skórze. Hostel brudnawy, ptaki w klatkach, większość gości w
starszym wieku, część na wózkach inwalidzkich, no i nocne krzyki dochodzące z
miasta. W innej mieścinie znaleźliśmy wielkie napisy na stacji benzynowej: stop
przemocy w rodzinie, alkohol nie jest dobrym rozwiązaniem. Jeszcze coś na temat
stacji benzynowych. Drogi są długie, miasteczek i wiosek mało, stacji
benzynowych tudzież, trzeba więc się dobrze zaopatrzyć. Na naszej trasie nie
było najgorzej, w końcu była to autostrada. Ale słynne są opowieści o ludziach,
którzy w outbacku czekali z zepsutym samochodem czy brakiem benzyny dzień lub
dwa na inny przejeżdżający pojazd. Bo warte uwagi jest również, że telefoniczny
zasięg w głębi kraju jest rzadkim zjawiskiem. Więc radź sobie Panie sam. Z
mojego punktu widzenia takie miejsca są oczywiście atrakcyjne, ale jakoś reszta
drużyny szybko chciała stamtąd uciekać. No więc po trzech dniach podróży w
końcu dotarliśmy do Darwin.
 |
| Często napotykane na trasie pożary łąk |
 |
| Jeep i jego właściciel |
 |
| Nawet na małym ranczu na prerii coca cola zawsze obecna |
 |
| Po drodze mijaliśmy stacje różnego rodzaju |
 |
| Przystanek w celach odświeżenia w Matarance |
 |
| Tak, tak, krokodyle mogły się pojawić, ale jakoś mnie nie pożarły | | | |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz