wtorek, 16 grudnia 2014

Plaża

Jedną rzecz, którą powinniście wiedzieć o Melbourne zanim tu przyjedziecie: miejskie plaże są tutaj kiepskie. Co prawda, jest słynna St Kilda oraz Brighton, które są miłymi miejscami do życia, ale ani surferów, ani błękitu oceanu nie uświadczysz. W przeciwieństwie do Sydney, gdzie 20 minut zajmuje dojazd z centrum na Bondi, opalanie po pracy mnie tutaj nie kręci. Melbourne jest po prostu bardziej miejskie, zarazem bardziej normalne, mniej szpanerskie... 

Ale jak się chce to się porządne plaże znajdzie. Cała zatoka otoczona jest pięknymi plażami. Popularnym zjawiskiem jest posiadanie lub wynajmowanie plażowych domów w miejscowościach oddalonych od Melbourne o 1-2 godzinę. Zarówno na wschód, jak i zachód od miasta, w piątkowe popołudnia samochody toczą się i toczą w bardziej słoneczną stronę. A my razem z nimi. 

Rodzice Adama mają mały domek w miejscu położonym około 1,5 godziny od Melbourne.  No a my nie omieszkujemy z niego korzystać.  Nawet kiedy pogoda nie sprzyja opalaniu, lubimy sobie połazić, pojeździć. Plaż dokoła jest dużo, ludzi raczej mało, dzikusowi się podoba.

Adam jest wielkim entuzjastą surfowania. Nawet mnie namówił na spróbowanie. Idzie mi średnio, póki co tracę balans i topię się, szczypią mnie oczy, cieknie mi z nosa, a nawet jeszcze nie stanęłam na desce. Ale czasami, leżąc udaje mi się złapać falę, i wtedy drę się wniebogłosy, bo to ogromna frajda. Wydaje mi się, że lecę!



Taka jestem cool, ale tylko na lądzie


Spacery bywają nudne, ile można rozmawiać o życiu, lepiej łapać martwe ryby


 

Wiosna/Lato

Tak, wiem, już sam tytuł jest irytujący, kiedy na Północy zima. Żeby Was pocieszyć, pogoda choć bywa przyjemna, do najbardziej przewidywalnych nie należy. Bywają gorące dni, ale po nich przychodzą dni zimne, więc jeszcze jakiegoś letniego szaleństwa nie odczuwam. 

Kiedy dzionek się udaje i wychodzi słońce, Melbourne urzeka nawet bardziej. Samo centrum, podobnie jak w innych australijskich miastach jest głównie skupiskiem biznesu. Przeciętni ludzie raczej nie wybierają się tam na kawę. Czas spędza się na dzielniach. Mimo wszystko CBD (Central Business District) z wieżowcami, rzeką, deptakami jest po prostu ładne. Jestem jednym z biznesowych szczęśliwców, z uwagi na moją biznesową szkołę, więc do "miasta" wybieram się dwa razy w tygodniu na zajęcia. Mój college wymagającą instytucją raczej nie jest. Podczas 6-godzinnych zajęć, 1,5 godziny spędzamy na przerwach, które przeznaczamy na spacery, jedzenie, czasami spotkania z Adamem na kawę. No zmęczyć się nie da.

A na dzielniach dużo się dzieje. Melbourne jest zdecydowanie najbardziej kulturowym miastem w Australii. Ilość kawiarni, restauracji, koncertów, marketów (nie supermarketów, ale stoisk z niekomercyjnymi produktami:D) jest nie do przerobienia. Istnieje też rozbudowana kultura spotkań kolacyjnych, piknikowych, urodzinowych, więc ciągle trzeba coś gotować i jeść. Ale to akurat nie jest problem.


Widok z klasy

Przerwa na lunch



Trochę mam mokre spodnie, ale to nie to co myślicie.