Jedną rzecz, którą powinniście wiedzieć o Melbourne zanim tu przyjedziecie: miejskie plaże są tutaj kiepskie. Co prawda, jest słynna St Kilda oraz Brighton, które są miłymi miejscami do życia, ale ani surferów, ani błękitu oceanu nie uświadczysz. W przeciwieństwie do Sydney, gdzie 20 minut zajmuje dojazd z centrum na Bondi, opalanie po pracy mnie tutaj nie kręci. Melbourne jest po prostu bardziej miejskie, zarazem bardziej normalne, mniej szpanerskie...
Ale jak się chce to się porządne plaże znajdzie. Cała zatoka otoczona jest pięknymi plażami. Popularnym zjawiskiem jest posiadanie lub wynajmowanie plażowych domów w miejscowościach oddalonych od Melbourne o 1-2 godzinę. Zarówno na wschód, jak i zachód od miasta, w piątkowe popołudnia samochody toczą się i toczą w bardziej słoneczną stronę. A my razem z nimi.
Rodzice Adama mają mały domek w miejscu położonym około 1,5 godziny od Melbourne. No a my nie omieszkujemy z niego korzystać. Nawet kiedy pogoda nie sprzyja opalaniu, lubimy sobie połazić, pojeździć. Plaż dokoła jest dużo, ludzi raczej mało, dzikusowi się podoba.
Adam jest wielkim entuzjastą surfowania. Nawet mnie namówił na spróbowanie. Idzie mi średnio, póki co tracę balans i topię się, szczypią mnie oczy, cieknie mi z nosa, a nawet jeszcze nie stanęłam na desce. Ale czasami, leżąc udaje mi się złapać falę, i wtedy drę się wniebogłosy, bo to ogromna frajda. Wydaje mi się, że lecę!
![]() |
| Taka jestem cool, ale tylko na lądzie |
![]() |
| Spacery bywają nudne, ile można rozmawiać o życiu, lepiej łapać martwe ryby |





Ach te niebo! Pięknie!! W Polsce taka szarówa... ciągle chce się spać... Fajnie się czyta Twoje wpisy i aż tak sobie wzdycham, że niedługo tam będę :) Pozdrowionka, Magda M.
OdpowiedzUsuń