Tak, wiem, już sam tytuł jest irytujący, kiedy na Północy zima. Żeby Was pocieszyć, pogoda choć bywa przyjemna, do najbardziej przewidywalnych nie należy. Bywają gorące dni, ale po nich przychodzą dni zimne, więc jeszcze jakiegoś letniego szaleństwa nie odczuwam.
Kiedy dzionek się udaje i wychodzi słońce, Melbourne urzeka nawet bardziej. Samo centrum, podobnie jak w innych australijskich miastach jest głównie skupiskiem biznesu. Przeciętni ludzie raczej nie wybierają się tam na kawę. Czas spędza się na dzielniach. Mimo wszystko CBD (Central Business District) z wieżowcami, rzeką, deptakami jest po prostu ładne. Jestem jednym z biznesowych szczęśliwców, z uwagi na moją biznesową szkołę, więc do "miasta" wybieram się dwa razy w tygodniu na zajęcia. Mój college wymagającą instytucją raczej nie jest. Podczas 6-godzinnych zajęć, 1,5 godziny spędzamy na przerwach, które przeznaczamy na spacery, jedzenie, czasami spotkania z Adamem na kawę. No zmęczyć się nie da.
A na dzielniach dużo się dzieje. Melbourne jest zdecydowanie najbardziej kulturowym miastem w Australii. Ilość kawiarni, restauracji, koncertów, marketów (nie supermarketów, ale stoisk z niekomercyjnymi produktami:D) jest nie do przerobienia. Istnieje też rozbudowana kultura spotkań kolacyjnych, piknikowych, urodzinowych, więc ciągle trzeba coś gotować i jeść. Ale to akurat nie jest problem.
![]() |
| Widok z klasy |
![]() |
| Przerwa na lunch |
![]() |
| Trochę mam mokre spodnie, ale to nie to co myślicie. |





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz