środa, 24 sierpnia 2016

Tyle słońca

Ostatnie dni europejskiej podróży spędziliśmy w Hiszpanii. Zaledwie trzy noce w Barcelonie i jedna przetańczona noc w okolicach Tarragony. Osobiście bardzo cieszyłam się słońcem, kiedy mój wybranek chował się w cieniu i narzekał na potencjalny udar. Ostatnimi czasy preferujemy zwiedzanie 'na lenia', czytaj nie oglądamy zabytków, ale chodzimy po knajpach, parkach, i ewentualnie targach z jedzeniem. Tym razem zrobiliśmy jeden wyjątek, bo szkoda byłoby przeoczyć słynny Park Guell. Zwieńczeniem podróży było wesele znajomych z Melbourne (Panna Młoda jest Hiszpanką). Jako doświadczeni weselowicze stwierdzamy, że Hiszpanie jednak lepiej wiedzą od Australijczyków jak się bawić, jeść i pić. Och te ichniejsze dżiny z tonikiem!






Prawie jak w brazylijskiej telenoweli 

A przed kościołem niespodzianka – akurat odbywał sie festiwal castell czyli wieży z ludzi 

Zdjęcia skradzione profesjonalnemu fotografowi – trochę lepszej jakości niż moje 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz