Dziś był dzień pierwszych razów. Pierwszy raz całodzienny, mocny deszcz; co prawda były krótkie momenty przejaśnienia. Pierwszy raz też prowadziłam samochód w Sydney. To w ogóle było przełomowym momentem, bo nigdy wcześniej nie jeździłam po lewej stronie jezdni, nigdy nie prowadziłam auta z automatyczną skrzynią biegów, ani busa. Wszystkie te nowe czynniki w nowym miejscu przy moich umiejętnościach wprawiły właściciela samochodu, który siedział obok, w stan przedzawałowy. Zatem jak jeździ się w Sydney? Drogi są szerokie, jest wiele pasów (na słynnym Harbour Bridge doliczyłam się po cztery w każda stronę – choć moja percepcja nie była najlepsza). Kultura jazdy jest oczywiście inna niż w Polsce, ale o to nie trudno w większości krajów. Dla przykładu, zostałam ”wpuszczona” kilka razy i choć jechałam złówim tempem, nikt na mnie nie trąbił, choć pewnie wyzywali mnie pod nosem. Ale jakoś przeżyliśmy. Ogólnie, skrzyżowania i światła są skonstruowane w sposób ułatwiający poruszanie się po mieście (mało zależy więc od decyzji kierowcy, trzeba po prostu jechać swym psem, a stłuczka jest mało prawdopodobna). W przeciwnym razie mogłoby być trudno, biorąc pod uwagę ilość samochodów na ulicach, która jest przeogromna!
czekamy również na relację z pierwszego razu z surferem australijskim ;p
OdpowiedzUsuń