Tak naprawdę jest to pierwsza rzecz, na którą zwraca się tutaj uwagę. Można posłużyć się powiedzeniem: do koloru, do wyboru. Przed przyjazdem wydawało mi się, że jestem świadoma mnogości i różnorodności kulturowej w Australii, ale ciągle robi to na mnie wrażenie. Oczywiście poszczególne części miasta są zamieszkałe przez większą lub mniejszą ilość Azjatów, Arabów, ciemnoskórych. Tak jak w innych dużych miastach najwięcej imigrantów mieszka na przedmieściach. Na moich przedmieściach dominują Azjaci. Ciężko mi sklasyfikować dokładnie skąd pochodzą, ale wydaje mi się, że z Azji Południowo-Wschodniej oraz Chin. Czasami kiedy wysiadam z pociągu nie mogę dostrzec żadnej białej osoby. I przyznam szczerze, w takich momentach moja otwarta postawa na różnorodność etniczną jest wystawiana na próbę, bo po prostu czuję się nieswojo. Nie odkryłam jeszcze polskiej dzielnicy; słyszałam tylko, że w moim budynku są jacyś rodacy, oprócz moich współlokatorów, ale ani widu, ani słychu, póki ci. Większość zagranicznych studentów/młodzieży, którzy są tu na programie work&travel (Polacy nie mogą uzyskać takiej wizy, mogą natomiast obywatele większości państw Europy Zachodniej) mieszka na Bondi albo w City. I nigdy nie słyszeli o mojej egzotycznej dzielnicy – Rockdale.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz