Planowane było pożegnanie mieszkania. Nagle okazało się, że istnieje możliwość wcześniejszego wyjazdu, więc zrobiło się sentymentalnie. Biorąc pod uwagę przebieg prywatki, mogę z ręką na sercu oświadczyć: było przednio:) Hitem okazał się stały punkt programu, czyli gra interaktywna - Activity (na serio, jestem uzależniona) oraz balony szczęścia, które Katarzyna zrzucała z balkonu do ludzi (na szczególną uwagę zasługuje dedykacja dla "pana pijaka"!). Komunikacja osób będących na balkonie z przechodniami okolic wileńskiego, wprawiła moją ekssąsiadkę w stan nerwowy; użyła nawet groźby wezwania policji. Na szczęście ominęło nas spotkanie ze stróżami prawa, choć dnia kolejnego nasze hałasy wywołały u mnie kaca moralnego. Z czasem atmosfera zaczęła się rozmydlać i nudzić, czego najlepszym dowodem było niekontrolowane zaśnięcie Anny O., która usnęła na środku pokoju przy pełnym harmidrze. Obudziwszy się rano na podłodze stwierdziła: "przecież nie mogło być głośno, skoro usnęłam!". Suma summarum, towarzystwo zostało wyrzucone za drzwi, co do dzisiaj jest mi wypominane, ale mam nadzieję, że wybaczone:) I choć nadal nie jestem pewna daty mego wyjazdu, to cieszę się, że ostatnie chwile mojego warszawskiego życia miały taki a nie inny przebieg.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Impreza pożegnalna
Planowane było pożegnanie mieszkania. Nagle okazało się, że istnieje możliwość wcześniejszego wyjazdu, więc zrobiło się sentymentalnie. Biorąc pod uwagę przebieg prywatki, mogę z ręką na sercu oświadczyć: było przednio:) Hitem okazał się stały punkt programu, czyli gra interaktywna - Activity (na serio, jestem uzależniona) oraz balony szczęścia, które Katarzyna zrzucała z balkonu do ludzi (na szczególną uwagę zasługuje dedykacja dla "pana pijaka"!). Komunikacja osób będących na balkonie z przechodniami okolic wileńskiego, wprawiła moją ekssąsiadkę w stan nerwowy; użyła nawet groźby wezwania policji. Na szczęście ominęło nas spotkanie ze stróżami prawa, choć dnia kolejnego nasze hałasy wywołały u mnie kaca moralnego. Z czasem atmosfera zaczęła się rozmydlać i nudzić, czego najlepszym dowodem było niekontrolowane zaśnięcie Anny O., która usnęła na środku pokoju przy pełnym harmidrze. Obudziwszy się rano na podłodze stwierdziła: "przecież nie mogło być głośno, skoro usnęłam!". Suma summarum, towarzystwo zostało wyrzucone za drzwi, co do dzisiaj jest mi wypominane, ale mam nadzieję, że wybaczone:) I choć nadal nie jestem pewna daty mego wyjazdu, to cieszę się, że ostatnie chwile mojego warszawskiego życia miały taki a nie inny przebieg.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


impreza była fajna, gdyż zyskałam kfjatka, budziq i radijo ;D
OdpowiedzUsuńAnia czekam na opcję lubię to!;-)
OdpowiedzUsuńżeby zaakcentować słowo, które towarzyszyło nam do ostatnich chwil przed Twoim odlotem - stwierdzam że W CHUJ fajnie było ;)
OdpowiedzUsuń