piątek, 13 stycznia 2012

Po drugiej stronie mostu

W dniach wolnych staram się poznawać nowe miejscówki Sydney. Są to głównie plaże, z których większością jestem już zaznajomiona. Pewnego dnia jednak natknęło mnie na podróż do Zatoki Watsona, gdzie nie ma typowej plaży, ale jak się okazało istnieje możliwość opalania się i pływania. Pierwszy raz w Sydney poczułam się jak na wsi, czyli w końcu jak u siebie:) Watsons Bay była zresztą początkowo rybacką wioską, która dopiero po jakimś czasie została włączona do miasta. Z jednej strony widać klify i niekończącą się przestrzeń oceanu, a z drugiej zatoczkę, miasto i most. Niedaleko zacumowane są statki, a dzieci, no i ja oczywiście, pluskają się w wodzie i ku mojemu przerażeniu bawią się w atak REKINA!!! Jest jeszcze inny ważny akcent, w postaci słynnego miejsca, gdzie można kupić rybę z frytkami, tuż przy przystanku promu. Powyższy opis jest słodki aż do wyrzygania, ale tam na prawdę sielskość aż piszczy. 




5 komentarzy:

  1. Manar jakoś słabo opalona jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie zastanawia czy majty z najnowszego zdjecia kupowalas razem z ta bluzka http://2.bp.blogspot.com/-9wlX9yxbTKM/TvxBVRPFd8I/AAAAAAAAAE4/fvHjYA4tR2o/s640/busz5.JPG czy tez zostala ona poswiecona na ich uszycie? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Manar musisz sie ustosunkowac do stwierdzenia Furmana bo mamy tu dylemat. ja jestem przekonana, że nie poświęciłabyś swojej bluzki dla gaciorków :);* stawka zakładu jest duża, więc czekamy na Twoją wypowiedź ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawe kto uszyłby mi te majty, bo chyba Furman przecenia moje zdolności manualne:)

      Usuń
  4. a ja panterki to znam już z lansu na wybrzeżu praskim, chyba? a to wniosek, ze rozpowszechniasz trendy na całym świecie.

    OdpowiedzUsuń