wtorek, 31 stycznia 2012

z warszawskiego podwórka

Ze względu na upominanie się głównej bohaterki tego bloga o jakieś aktualności ze stolicy Polandii, postanowiłam trochę szarości wrzucić między australijskie klimaty. Jak widać nie udzielamy się tu za bardzo, bo niestety nasza rzeczywistość nie daje zbyt wiele okazji do jej opisywania. Raz na jakiś czas można jednak coś streścić, zwłaszcza gdy ma się do tego dokumentację obrazkową :)
Z cyklu opowieści z krypty made by Garnek, Borzena & Domi:

Tydzień po "hucznie i radośnie" spędzonym sylwestrze, postanowiłyśmy przybyć na otwarcie nowego warszawskiego klubu o zachęcającej nazwie Kosmos, kosmos. Rozpoczął się długi weekend, więc już w czwartek można było się wyluzować. Przy okazji Kasia świętowała zakończenie pierwszego tygodnia w nowej pracy. Razem z Borzeną w oczekiwaniu na Katarzynę, udałyśmy się do wspomnianego klubu, była godzina 18.30, niestety jak się okazało otwarcie miało nastąpić o 19. Sympatyczna właścicielka (którą potem nieświadomie opieprzyłyśmy zresztą) pozwoliła nam jednak wejść i tak stałyśmy się pierwszymi klientkami. Przywitał nas sympatyczny chłopak z szerokim uśmiechem (ostro zjarany). Zamówiłyśmy więc piwo, a on podszedł i zagaił:
Chłopak: - no i jak wpadłyście? fajnie
Borzena: - no
Chłopak: - i jak?
Borzena: - no fajnie, fajnie, a czyj to był pomysł?
Chłopak: - no wiesz, wiele, wiele osób miało na to wpływ, wiele
Borzena: - aha
poszedł.
W końcu przybyła Kasia, a tłum się stopniow zagęszczał. W pewnym momencie, patrzę Kazik Staszewski siedzi przy stoliku obok, pytam dziewczyn: widziałyście? Na to Borzena: no siedzi - bez emocji skomentowała. Więc i ja odpuściłam sądząc, że ostatnia się zorientowałam, po godzinie Kasia nam doniosła że Kazik jest na sali :) W międzyczasie piwo się rozlało na stół a Borzena sobie uj...a w głowie, że będzie integrować z nami jedną niepełnosprawną dziewczynę. Widząc, że ta siedzi sama powiedziała jej że może się przyłączy do nas. Dziewczyna zostawiła swój stolik, podeszła i po pierwszej wymianie zdań zrezygnowała z dalszej rozmowy z nami....niezbyt zaskakujące. Potem cały czas stała, bo już nie miała gdzie siedzieć. Tak oto Borzena pomaga niepełnosprawnym.
Około 22, kiedy prawdopodobnie miało nastąpić oficjalne otwarcie, zamówiłyśmy kolejne piwa i przeciskając się wyszłyśmy na fajeczkę. Po powrocie się okazało, że jakieś 6 osób siedzi juz na naszych miejscach, pseudo celebrytki warszawskie (czyt. bitches) stwierdziły, że miejsca nie były zarezerwowane i w takiej sytuacji każdy siada tam gdzie wolne. Torebki i 3 pełne szklanki piwa to niewystarczający dla nich znak, że stolik jest zajęty.
Niewiele myśląc stwierdziłyśmy, że wychodzimy. Co z piwem? przecież nie zostawimy...
do dziś nie wiemy, jak wyglądało otwarcie nowego klubu w Warszawie, ale za to wiemy jak świętowali sylwestra ludzie z pobliskiego podwórka ;)




Jak się potem okazało, klub należy do jednego z synów, Kazika S. (to wyjaśnia jego obecność), a koleś który gadał z nami na początku (ten zjarany), to jego drugi syn Janusz - też muzyk zresztą.

Podsumowując, wyszło jak zwykle - kolejne miejsce, w którym lepiej się nie pokazywać, kolejne kilka osób nas nie lubi, 3 szklanki gratis.
p.s. sorki za jakość zdjęć, niestety mój telefon nie wyrabia w nocy.

7 komentarzy:

  1. Musicie stale eksplorować Warszafkę, bo jak wrócę to nic a nic nie będę znać:)Mam nadzieję, że w kosmosie przez rok zapomną o waszej wpadce:p

    OdpowiedzUsuń
  2. tam jest beznadziejnie. naprawdę :) wpadkę to oni zaliczyli, że nas tam tak potraktowano - ja nigdy tego nie zapomnę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, że chociaż szklanki zwinęłyście;) ej, nie mogę rozszyfrować co jest na pierwszym zdjęciu?

      Usuń
    2. piaskownica :) tylko zamiast piasku sa puste butelki po piwie.

      Usuń
  3. no teraz mamy w każdym miejscu stracha idąc na fajkę, że jak wrócimy, to już tam ktoś będzie siedział heheh ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może to czas rzucić palenie:p?

      Usuń
    2. dokładnie...do lata, bo wtedy już nie będzie trzeba wychodzić :D

      Usuń