wtorek, 2 października 2012

Cairns

Zmiana klimatu – ciągle ciepło, ale mniej wilgotnie, a także zmiana krajobrazów – piękne palmy, drzewa bananowe, i wielkie połacie trzciny cukrowej przywitały nas w północnej części stanu Queensland. W zimie Cairns jest mekką podróżników i emerytów, ludzie logicznie podążają za słońcem. Przypadkowo spotykałam w tym mieście osoby, które widziałam wcześniej w Sydney na jakiś wspólnych prywatkach i pijackich eskapadach.
Samo miasteczko jest urocze – małe, przytulne z ładną wiktoriańską architekturą. W moim odczuciu jednak do życia zdecydowanie zbyt nudne. Największą atrakcją okolicy jest oczywiście Wielka Rafa Koralowa. Oferta wycieczek proponujących podwodne przygody jest nie do ogarnięcia dla przypadkowego turysty. Dlatego bardziej przypadkowo niż metodystycznie wybrałyśmy opcję całodniowego snorklingu z możliwością jednorazowego nurkowania. Sprawa nie wyglądała jednak zbyt różowo. Przede wszystkim ze względu na stan poimprezowy, który nie sprzyjał morskim wycieczkom, ale także ponieważ instruktarze przed wejściem do wody były zawiłe (może przez tego kaca), szybkie, po prostu niezrozumiałe. Dlatego moment podejścia do nurkowania był bardzo stresujący i zadanie okazało się dla mnie i jednej z moich koleżanek niewykonalne. Przez resztę naszych podróży byłam nazywana nieudacznikiem, ale jakoś szczególnie mnie to nie dotykało, bo rafę widziałam, może nie tak dokładnie jak nurkowie, ale bynajmniej niemało. Świat fluorescencyjnych kolorów, ogromnych ryb jak z kreskówki Nemo no i samego niekończącego się koralowca jest magią jedyną w swoim rodzaju. Trochę tak jak i z całym tym regionem: jest po prostu pięknie, dziwnie, ciekawie.

Party, party...

...ktokolwiek jednak chce się wyspać w Cairns hostele nie są polecane!

Kobiety niezależne - transport plecaków do samochodu

Pozy na statku przed nurkowaniem



Wagony z trzciną cukrową

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz