Zmiana klimatu – ciągle ciepło, ale mniej wilgotnie, a także zmiana
krajobrazów – piękne palmy, drzewa bananowe, i wielkie połacie trzciny cukrowej
przywitały nas w północnej części stanu Queensland. W zimie Cairns jest mekką
podróżników i emerytów, ludzie logicznie podążają za słońcem. Przypadkowo
spotykałam w tym mieście osoby, które widziałam wcześniej w Sydney na jakiś
wspólnych prywatkach i pijackich eskapadach.
Samo miasteczko jest urocze – małe, przytulne z ładną wiktoriańską
architekturą. W moim odczuciu jednak do życia zdecydowanie zbyt nudne.
Największą atrakcją okolicy jest oczywiście Wielka Rafa Koralowa. Oferta
wycieczek proponujących podwodne przygody jest nie do ogarnięcia dla
przypadkowego turysty. Dlatego bardziej przypadkowo niż metodystycznie
wybrałyśmy opcję całodniowego snorklingu z możliwością jednorazowego
nurkowania. Sprawa nie wyglądała jednak zbyt różowo. Przede wszystkim ze względu na
stan poimprezowy, który nie sprzyjał morskim wycieczkom, ale także ponieważ
instruktarze przed wejściem do wody były zawiłe (może przez tego kaca),
szybkie, po prostu niezrozumiałe. Dlatego moment podejścia do nurkowania był
bardzo stresujący i zadanie okazało się dla mnie i jednej z moich koleżanek
niewykonalne. Przez resztę naszych podróży byłam nazywana nieudacznikiem, ale
jakoś szczególnie mnie to nie dotykało, bo rafę widziałam, może nie tak
dokładnie jak nurkowie, ale bynajmniej niemało. Świat fluorescencyjnych
kolorów, ogromnych ryb jak z kreskówki Nemo no i samego niekończącego się
koralowca jest magią jedyną w swoim rodzaju. Trochę tak jak i z całym tym
regionem: jest po prostu pięknie, dziwnie, ciekawie.
 |
| Party, party... |
 |
| ...ktokolwiek jednak chce się wyspać w Cairns hostele nie są polecane! |
 |
| Kobiety niezależne - transport plecaków do samochodu |
 |
| Pozy na statku przed nurkowaniem |
 |
| Wagony z trzciną cukrową |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz