Dla wielu turystów w Kambodży ruiny świątyń Angkoru położone 4 kilometry od miasta Siem Reap są jednym celem podróży w tym kraju. W globalnym ujęciu jest to topowa atrakcja turystyczna. Zrozumiałam całe szaleństwo kiedy tylko po raz pierwszy ujrzałam zachodzące słońce nad ruinami. Wschód zrobił jeszcze większe wrażenie. Choć muszę przyznać, że po ośmiu godzinach zwiedzania w upale na rowerze miałam już dosyć tych murów! Zakupiliśmy jednodniowy bilet wstępu za 20 dolarów, który można było wykorzystać już dnia wcześniejszego po godzinie 17.00, próbowaliśmy więc sprężyć się niemiłosiernie i zobaczyć jak najwięcej, a przy okazji prawie nabawiliśmy się udaru.
Siem Reap zapadł w naszej pamięci nie tylko z powodu świątyń. Po pierwsze primo dzieci. W pewnym momencie zboczyliśmy z popularnej trasy wokół najważniejszych zabytków i dotarliśmy do wioski położonej w przybliżeniu 5 minut od słynnych ruin. Lokalne dzieci szybko wyczuły intruzów i ogonkiem zaczęły za nami podążać na rowerach. Bardzo pomocne, kompetentne zabrały nas do zabytku ulokowanego na skraju wioski. Nauczeni doświadczeniem wyniuchaliśmy, że zbyt sympatyczne podejście, nawet niewinnych dzieci kryje jakąś zasadzkę. Tak i tym razem na koniec podróży dzieci pokazały nam kartkę, tłumaczącą potrzeby szkoły i datków na ich instytucję. Dodatkowo, cwaniaki zaczęły domagać się napiwków za rolę przewodników. Podobnie przebiegało zwiedzanie w całym kraju, w ciągłym poczuciu, że ktoś chciałby nas na coś naciągnąć, w sumie najlepiej na gotówkę.
Może śmieszyć, że rozpisuję się tak intensywnie dywagując nad stratą kilku dolarów, ale skupiam się raczej na uczuciu oszukania, które mnie frustrowało. Kolejnym przykładem jest hostel, ’polecony’ nam przez tuktukarza. Jakoś niefortunnie się złożyło, że w naszej części Siem Reap wysiadł prąd na dwa dni. Zapłaciliśmy podwójną stawkę standardowego pokoju za klimatyzację i ciepłą wodę, której oczywiście zabrakło z powodu awarii. Nie dziwiło nas tak bardzo przepłacenie za ciemny, brudny, głośny, a co najgorsze nieziemsko gorący pokój. Najbardziej dziwiła nas bezczelność obsługi, która wieczorem pod pretekstem ciszy i ciemni oferowała nowym turystom pokoje z pełnym wyposażeniem, pomimo braku prądu. A głupie białasy nawet się nie orientowały…
Na zawsze zapamiętamy też inną szkołę na terenie Angkoru, zasponsorowaną przez naszą Fundację Polsat. Nigdy nie zapomnimy również smaku pizzy ‘Szczęśliwe Zioła’, w której serwowano sami możecie się domyślić co. Zasadniczo, niskich cen i łatwo dostępności marihuany nie można nie wspomnieć.
Na pewno, przebywanie w turystycznych miejscach i krótki okres naszego pobytu nie pozwoliły na obiektywną ocenę kraju. Wiadomo, że tam gdzie biali, tam i kłopoty. No więc i nam się oberwało za ekspresowe zwiedzanie i turystyczny szlak. Wolę jednak wolniej i więcej, oby jak najczęściej się udawało.
| Etap: dajcie mi wy wszyscy święty spokój |
| Nasi 'przewodnicy' |