Słoni na wolności żyje w Tajlandii
mała garstka. Większość z nich została udomowiona i jest wykorzystywana do transportu
drewna lub wielu innych celów, między innymi turystycznych. Ze słoniami
podobnie jak i z całym biznesem turystycznym występuje wiele nadużyć: wspomniana
jazda na słoniu, popisy cyrkowe czy trzymanie słoni na uwięzi przy drodze w
celu zbierania jałmużny na ich wyżywienie są powszechnym zjawiskiem. Część
słoniowych obozów i sanktuariów odkupuje słonie i chroni przed ciężką pracą. Można
łatwo pogubić się co dla tych zwierząt jest dobre, ponieważ w wielu wypadkach
wykupienie słonia oznacza, że z jednego niewolnictwa wpada on w drugie, tym
razem bardziej cyrkowe. Aby wyszkolić słonie na upodobanie turystów bije się
je, zmusza do nienaturalnego klękania i popisów, dzieci odseparowuje się od
matek, itd. itp.
Słonie jednak chcieliśmy zobaczyć,
dlatego po długich poszukiwaniach udaliśmy się w miejsce z dobrą reputacją (Baan Chang Elephant Park),
gdzie zwierzęta powinno traktować się etycznie. Mimo wszystko cały biznes wywołał
mieszane uczucia, ponieważ słonie w wybranym przez nas parku mają mało miejsca
na spacery, przez część dnia trzymane są na łańcuchach, a dzieci odseparowuje
się od matek na miesiąc. Justyna będąca obrońcą zwierząt była szczególnie poruszona
całą sytuacją. Dyskutowała nawet z właścicielem parku, który twierdzi, że stwarzają
zwierzętom najlepsze warunki na jakie mogą sobie pozwolić i ciągle rozbudowują
park, aby polepszyć życie słoni. Zdecydowanie był to biznes z dobrą wola, bo
ogólnie wyczuwalna była tam aura szacunku i miłości do słoni. Ważne jest, aby
zrozumieć problem i nie wspierać słoniowego niewolnictwa. Powoli rodzi się
wzrost świadomości wśród turystów. Sama osobiście jestem świetnym przykładem
ignorancji, bo nie wiedziałam zbyt wiele o słoniowej sytuacji. Dopiero nauki
Justyny otworzyły mi trochę oczy i nastawiły bojowo. Ze słoniami moi mili
trzeba więc obchodzić się delikatnie, zapamiętać i przekazać w świat poproszę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz