sobota, 2 marca 2013

Dżungla




Z utęsknieniem wyczekiwaliśmy ucieczki z miasta w chłodniejsze rejony Parku Khao Yai. Zanim jednak dotarliśmy do słynnych lasów deszczowych minęło jednak trochę czasu. Nawet Lonely Planet jasno nie wyjaśnia jak tam się dostać i poruszać bez własnego środka lokomocji. Skończyło się na lokalnym autobusie z Bangkoku do Pa Chong, czyli miasteczka położonego najbliżej parku. Stamtąd ruszyliśmy taksówką – ciężarówką do bram wjazdowych parku, a dalej już autostopem na pole namiotowe. Autostop nigdy nie zawodzi w procesie bliższego poznania lokalnej kultury. Poznaliśmy między innymi tłumaczkę języka tajskiego i japońskiego, która mieszkała w parku w swoim weekendowym domku. Najwięcej zabawy przysporzył nam minivan pełen młodych Tajów śpiewających karaoke do popowych piosenek (tutaj macie próbkę http://www.youtube.com/watch?v=pjWSisjXVQQ).
Wpis nieprzypadkowo zatytułowałam dżunglą, bo tak właśnie tam się poczuliśmy, kiedy pierwszego wieczoru zewsząd zaczęły nas otaczać małpy, jelenie i jeżopodobne istoty. Kilku godzinny spacer po otaczających lasach deszczowych dnia następnego tylko utwierdził nas w tym poczuciu: gęsty las, parna pogoda, odgłosy małp i słoni, których dzięki bogu nie spotkaliśmy, bo prawdopodobnie by nas zdeptały. Główną atrakcją okazały się jednak małpy, które wykazały się większym sprytem niż moglibyśmy się spodziewać. Słyszeliśmy opowieści o wkradaniu się małp do namiotów pod nieobecność biwakujących, dlatego też zamknęliśmy namioty na kłódkę. Małpki znalazły jednak na to sposób, bo namioty po prostu rozerwały. Myśleli, że z zachodu, myśleli, że sprytni, a nawet tajskie małpy okazały się mądrzejsze.        
     






Małpy na toalecie

Przy namiotach

Komuś zjadły panadol, komuś gumy do żucia, ale wódka się zachowała


Pfff, co tam namiot? Ważne, że Żołądkowa się ostała!


  



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz