poniedziałek, 5 listopada 2012

Ufoludek



Po podróżach powrót do rzeczywistości miejskiej nie należał do najprzyjemniejszych. Ponowne szukanie pracy, mieszkania, szkoła, zmęczenie, zimno – owładnął mną marazm zupełny. Największym urozmaiceniem w trudnych czasach były odwiedziny krajanki-warszawianki. Zamieszkałyśmy wspólnie w hostelu, gdzie Karolina zwana Ufoludkiem pracowała za schronienie i posłanie. Zasadniczo w hostelach mieszka cała masa zagranicznej młodzieży, niektórzy na kilka dni, inni tygodni, a jeszcze inni miesięcy. Życie spędzone tam przez dwa miesiące znacznie odbiegało od standardowego: osiem osób w pokoju, hałasy, imprezy – sodoma i gomora jednym słowem. Generalnie po tych przygodach mogę spać wszędzie, a do szczęścia potrzebne mi tylko ciepłe łóżko, no i prysznic oczywiście. 
Dzięki Karolinie odkryłam w Sydney wiele miejsc, których wcześniej nie znałam: kilka galerii, bibliotek, sklepy z tanimi butami. Zaledwie w ciągu kilku dni Ufoludek znalazł warsztaty w muzeum, najtańsze drinki w mieście i darmowe wycieczki. Wspólnie spędzony czas uświadomił mi też jak bardzo brakuje mi polskich żartów słownych, odwołań do rodzimych programów, polityki, rzeczywistości. Nastał kryzys emigracji, dlatego też postanowiłam ponownie uciec i naładować trochę baterię.         


Życie w hostelu, sprzątanie w zamian za spanie


Biennale



Sztuka współczesna


I nawet polską artystkę znalazłyśmy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz