Nowi towarzysze przygód byli czeską parą mieszkającą w Nowej Zelandii przez
rok. Pojechaliśmy razem nad jezioro Tekapo otoczone górami. Wybraliśmy się wspólnie
na wspinaczkę na górę, na której usadowione jest obserwatorium. Usłyszana wieść
bowiem niesie, że nad jeziorem Tekapo widnieje najczystsze niebo na całym
świecie.
Najbardziej przykuwająca uwagę jest przede wszystkim kolorystyka. Jak
błękitna może być woda w tym kraju? Zastanawiam się często czy to co widzę jest
prawdziwe czy przyklejono wszędzie ogromne zdjęcia podkoloryzowane w Picasso.
Dnia kolejnego udaliśmy się z Czechami do ich miasta – Jeziora Wanaka –
miasteczko trochę większe, góry trochę wyższe ze śniegiem na szczytach. A popołudniu
do Queenstown – stolicy sportów ekstremalnych.
Stali czytelnicy znają moje zamiłowanie do niebezpieczeństwa, a jeszcze
większe do sportu. Nie powinno więc dziwić, że NIE skakałam na bungy ani nie
latałam na paralotni. Zafascynowały mnie za to rowery górskie, a może bardziej
sami rowerzyści czmychający w maskach prosto z Batmana pomiędzy górskimi
szczytami. Zasadniczo miasteczko to jest przepełnione młodzieżą szukającą
adrenaliny i taniego piwa. W celu odizolowania się od hołoty, i bycia jak
zwykle oryginalnym, spałyśmy pod namiotem, co okazało się udręką nie do
wytrzymania ze względu na zimne noce. Co się robi w zimne noce, wszyscy wiemy
(bez obawy, nie próbowałyśmy odegrać filmu Brokeback Mountain w naszym małym
namiocie). Opcje są dwie: znaleźć kogoś do przytulania, najlepiej z własnym
mieszkaniem albo pić czerwone wino. Z braku laku, wygrała opcja numer dwa, a że
wino w Nowej Zelandii mają dobre nie narzekałyśmy, no może trochę…
 |
| Jezioro Tekapo |
 |
| St John nad Jeziorem Tekapo |
 |
| W hostelu nad jeziorem Takapo |
 |
| Autostop pasywny |
 |
| Droga z Wanaki do Queenstown |
 |
| Panorama Queenstown |