czwartek, 17 stycznia 2013

Jeziora



Nowi towarzysze przygód byli czeską parą mieszkającą w Nowej Zelandii przez rok. Pojechaliśmy razem nad jezioro Tekapo otoczone górami. Wybraliśmy się wspólnie na wspinaczkę na górę, na której usadowione jest obserwatorium. Usłyszana wieść bowiem niesie, że nad jeziorem Tekapo widnieje najczystsze niebo na całym świecie. 
Najbardziej przykuwająca uwagę jest przede wszystkim kolorystyka. Jak błękitna może być woda w tym kraju? Zastanawiam się często czy to co widzę jest prawdziwe czy przyklejono wszędzie ogromne zdjęcia podkoloryzowane w Picasso.
Dnia kolejnego udaliśmy się z Czechami do ich miasta – Jeziora Wanaka – miasteczko trochę większe, góry trochę wyższe ze śniegiem na szczytach. A popołudniu do Queenstown – stolicy sportów ekstremalnych.
Stali czytelnicy znają moje zamiłowanie do niebezpieczeństwa, a jeszcze większe do sportu. Nie powinno więc dziwić, że NIE skakałam na bungy ani nie latałam na paralotni. Zafascynowały mnie za to rowery górskie, a może bardziej sami rowerzyści czmychający w maskach prosto z Batmana pomiędzy górskimi szczytami. Zasadniczo miasteczko to jest przepełnione młodzieżą szukającą adrenaliny i taniego piwa. W celu odizolowania się od hołoty, i bycia jak zwykle oryginalnym, spałyśmy pod namiotem, co okazało się udręką nie do wytrzymania ze względu na zimne noce. Co się robi w zimne noce, wszyscy wiemy (bez obawy, nie próbowałyśmy odegrać filmu Brokeback Mountain w naszym małym namiocie). Opcje są dwie: znaleźć kogoś do przytulania, najlepiej z własnym mieszkaniem albo pić czerwone wino. Z braku laku, wygrała opcja numer dwa, a że wino w Nowej Zelandii mają dobre nie narzekałyśmy, no może trochę…




Jezioro Tekapo








St John nad Jeziorem Tekapo


W hostelu nad jeziorem Takapo

Autostop pasywny

Droga z Wanaki do Queenstown




Panorama Queenstown



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz