Wypożyczyłyśmy małe auto na 4dni w celu odwiedzenia mniej zamieszkanej
południowej części południowej wyspy. Uciekając ze ścieżki typowego turysty
wybrałyśmy się w pierwszej kolejności się do pięknego, odizolowanego i dzikiego
wybrzeża parku narodowego – The Catlins. Ludzi tam jak na lekarstwo, przytłacza
za to mnogość owieczek, można też spotkać foki i pingwiny. Region ma
specyficzny, trudny do opisania klimat. Delikatność zielonych wzgórz
kontrastuje ze wzburzonymi falami oceanu i stale zachmurzonym niebem. Drogi do
wielu punktów widokowych pokryte są żwirem, na których mija się zaledwie kilka
samochodów w ciągu dnia. Co ciekawsze wybrzeże sąsiaduje z gęstymi lasami
przypominającymi dżunglę. Po raz kolejny czułyśmy się jednak wyobcowane, bo
większości zwiedzających to rodziny, starsi ludzie, no i zakochane pary. No z tego bata nie ukręcisz!
Zwiedzając The Catlins nocowałyśmy w rolniczym mieścinie Gore – stolicy nowo
zelandzkiej muzyki country. Małomiasteczkowość, brzydota okolicy i prostota
ludzi była w swoim wydaniu ujmująca. Łącznikiem z tym światem okazała się
60-letnia nauczycielka, u której couch surfowałyśmy. Otoczyła nas opieką jak
przystało na Nowo Zelandzką babcię – nakarmiła, uprała, opowiedziała lokalne
historie, pokazała ciekawe magazyny i książki o Nowej Zelandii, a nawet zabrała
nas do swojej szkoły. Nowa Zelandia podobnie jak Australia w grudniu i styczniu
ma szkole wakacje, szkoła była więc opustoszała. Nie było zatem obawy, że dwa barany utkną tam
na dłużej.
 |
| Owieczki wszechobecne |
 |
| Foczki |
 |
| Krówki |
 |
| I barany |
 |
| Tym razem nie prowadziłam |
jeju, irlandia do góry nogami normalnie
OdpowiedzUsuńteż mi się tak kojarzy, wszystko po trochu: Irlandia, Norwegia, miejscami Chorwacja, Australia, ale Polski jeszcze tu nie widziałam:)
Usuń