poniedziałek, 21 stycznia 2013

The Catlins



Wypożyczyłyśmy małe auto na 4dni w celu odwiedzenia mniej zamieszkanej południowej części południowej wyspy. Uciekając ze ścieżki typowego turysty wybrałyśmy się w pierwszej kolejności się do pięknego, odizolowanego i dzikiego wybrzeża parku narodowego – The Catlins. Ludzi tam jak na lekarstwo, przytłacza za to mnogość owieczek, można też spotkać foki i pingwiny. Region ma specyficzny, trudny do opisania klimat. Delikatność zielonych wzgórz kontrastuje ze wzburzonymi falami oceanu i stale zachmurzonym niebem. Drogi do wielu punktów widokowych pokryte są żwirem, na których mija się zaledwie kilka samochodów w ciągu dnia. Co ciekawsze wybrzeże sąsiaduje z gęstymi lasami przypominającymi dżunglę. Po raz kolejny czułyśmy się jednak wyobcowane, bo większości zwiedzających to rodziny, starsi ludzie, no i zakochane pary. No z tego bata nie ukręcisz!
Zwiedzając The Catlins nocowałyśmy w rolniczym mieścinie Gore – stolicy nowo zelandzkiej muzyki country. Małomiasteczkowość, brzydota okolicy i prostota ludzi była w swoim wydaniu ujmująca. Łącznikiem z tym światem okazała się 60-letnia nauczycielka, u której couch surfowałyśmy. Otoczyła nas opieką jak przystało na Nowo Zelandzką babcię – nakarmiła, uprała, opowiedziała lokalne historie, pokazała ciekawe magazyny i książki o Nowej Zelandii, a nawet zabrała nas do swojej szkoły. Nowa Zelandia podobnie jak Australia w grudniu i styczniu ma szkole wakacje, szkoła była więc opustoszała.  Nie było zatem obawy, że dwa barany utkną tam na dłużej.






Owieczki wszechobecne

Foczki

Krówki

I barany




Tym razem nie prowadziłam





2 komentarze:

  1. jeju, irlandia do góry nogami normalnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się tak kojarzy, wszystko po trochu: Irlandia, Norwegia, miejscami Chorwacja, Australia, ale Polski jeszcze tu nie widziałam:)

      Usuń