Noworoczny dzień spędziłam w klimatyzowanym,
luksusowym autobusie udającym się do stolicy Malezji. Przekroczenie lądowej
granicy zajęło nam kilkanaście minut: najpierw kontrola paszportowa po stronie
singapurskiej, potem po malezyjskiej, w końcu kontrola celna, no i jesteśmy w
Malezji. Podobnie jak w Singapurze nie potrzebujemy tam wizy, bez żadnych opłat
i papierkowej roboty dozwolony jest tam pobyt w celach turystycznych do 3
miesięcy.
Kuala Lumpur, dla znajomych KL wita kolorami i
różnorodnością: bogactwo obok biedy, kultura obok kultury, z jednej strony
arabska, z drugiej azjatycka, a z jeszcze innej zachodnia. Malajowie są
muzułmanami, w KL mieszka jednak wiele azjatyckich mniejszości, chińska i
hinduska w dominującej części. Na domiar całej mieszanki w mieście spacerują
całe rzesze białych zwiedzających, robiących zakupy, ale też pracujących. Bo w
KL po taniości można poczuć się jak król: centra handlowe z olśniewającymi
sklepami Prady i Ralpha Laurena, wszędobylskie taksówki no i tanie hotele. Nienauczona
jednak królewskiego życia koczowałam w tanim hostelu i łaziłam z mapą,
notorycznie ignorując nagabujących taksówkarzy.
Muszę przyznać, że samotne zwiedzanie tego miasta
nie było łatwe. Po pierwsze ze względu na zawiłość ulic, wielkie place z
kilkoma ulicami odchodzącymi w kilka stron, tłumy ludzi, ciągle coś
sprzedających, ciągle zagadujących. Po drugie biała dziewczyna w arabskim kraju
budzi lubieżne uśmiechy i podobne komentarze. W miarę czasu nauczyłam się
izolować w bardziej turystycznych, bogatych dzielnicach, bo w przeciwnym razie
nie mogłam pohamować irytacji.
KL ma jednak pewną zaletę, która wynagradza
godziny spędzone na jego ulicach w upale z mnóstwem gapiów. Mam na myśli
oczywiście jedzenie! Mieszanka wszystkiego, co sobie można wyobrazić: mięsa,
sosy, warzywa, orzechy, owoce morza, a do tego pyszne mrożone kawy, herbaty i
świeże soki. Pora była się jednak zbierać, bo nowe smaki czekały w kolejnych
azjatyckich krajach, a odkrywać jest tam co nie miara.
 |
| Wersja real |
 |
| Część indyjska KL, czyli hinduskie jaskinie |
 |
| Chłopcy spotkani w hostelu, trochę mnie ochraniali przed nagabującymi Malajami |
 |
Wersja turisztasz |
 |
| Typowe jedzenie malezyjskie, ale co dokładnie tam jest, Bóg jeden tylko wie |
 |
| Nasza rozrywka hostelowa - mała Zsa Zsa |
 |
| Słynne wierze Petronas |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz