piątek, 1 lutego 2013

West Coast


Słabo zaludnione zachodnie wybrzeże z jego zimnymi wodami Morza Tasmana jest ciekawie różnorodne. Równolegle do morza położone są góry porośnięte gęstymi lasami. A pomiędzy tym wszystkim mamy niziny z mnóstwem krów (jak dowiedziałyśmy się autostopując Nowa Zelandia jest największym eksporterem mleka na świecie; eksportuje się oczywiście mleko w proszku, bo to w butelkach nie przetrwało by podróży z tego odludzia). Po drodze cała paleta mało spektakularnych, ale jakże klimatycznych atrakcji: leniwe kurorty, dwa lodowce, Pancakes Rock – skały naleśnikowe? A na domiar wszystkiego małe, przydrożne miasteczka i wioski biją sielskością po oczach. W jednym z nich – Hokitika zaszyłyśmy się na dwa leniwe nadmorskie dni. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom – kąpieli wodnych sobie tam nie użyjecie nawet w środku sezonu, no chyba żeście morsy!
Raz wybrałyśmy się ambitnie na wycieczkę rowerową (33 km w jedną stronę). Pożyczony w hostelu rower okazał się jednak niezdatny do długich podróży, nie żebyśmy nie były w topowej formie jedząc bułki i frytki w kółko. Po 5 kilometrach musiałyśmy porzucić rowery w krzakach i na polnej drodze udało nam się złapać autostopa. Czasami naprawdę mamy więcej szczęścia niż rozumu, bo mijał nas tam jeden samochód raz na dziesięć minut. W kwestiach autostopowych Zachodnie Wybrzeże zaskoczyło nas jednak negatywnie. Do tej pory szło nam jak z płatka, nigdy nie czekałyśmy dłużej niż pół godziny. Z większością długodystansowych kierowców nawiązywałyśmy nić porozumienia (na przykład w okolicach Queenstown zabrały nas kanadyjskie cudaki, z którymi bujałyśmy się przez dwa dni i jakieś 350 km). Moment krytyczny nastąpił jednak w Hokitice, gdzie 80 kilometrową trasę przemierzyłyśmy w około 4 godziny. W jednej wiosce lokalny człowiek się nad nami zlitował. Co prawda nie miał czasu nas podwieźć, ale podrzucił nam puszkę piwa. I jak tu nie kochać tych Nowo Zelandczyków!     


Kolejne jezioro, w sumie przywykłam już do tego błękitu

Ten kolor za to jest wynikiem niedawnej powodzi

Ekspresowe przyjaźnie autostopowe
Bo najważniejszy na szlaku jest dobry look





Czyż nie?
Lodowiec z oddali


I z bliska


Hokitika o zachodzie slońca






To niestety nie jest heroina, ale cukier z olejkiem z eukaliptusa; miał nas ochronić przed muchami piaskowymi, ale jak zwykle wyszło inaczej
Czasami autostop przybiera przedziwną formę
Punakaiki, czyli Skały Naleśnikowe


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz