Czasami moja intuicja jest mądrzejsza niż mój
rozum, może nawet częściej niż czasami. Po 11-to godzinnym locie z Auckland
wylądowałam w mieście-państwie Singapur w samym środku przygotowań do
Chińskiego Nowego Roku bez świadomości wielkości tego wydarzenia. Nie
wiedziałam, że 70 procent Singapurczyków jest chińskiego pochodzenia, a dwie
pozostałe grupy etniczne to Malajowie i Hindusi. Dla wszystkich obywateli, nie
tylko ich chińskiej części jest to czas magiczny, coś na wskroś naszego Bożego
Narodzenia: sprzątanie, zakupy, odwiedzanie rodziny, podróżowanie. Tylko
gotowanie wygląda inaczej, bo tutaj rzadko gotuje się w domu, znacznie taniej
jest stołować się na mieście (posiłki zaczynają się od 3 singapurskich dolarów).
Miałam ogromną przyjemność bliskiego uczestnictwa w tych przygotowaniach wraz z
moją couch surfingową rodziną. Dzieliłam z nimi posiłki, nauczyłam się wiele o
tradycjach noworocznych (większość przesądów ma na celu przyciągnąć dobrobyt) i
historii Singapuru.
Singapur był kolonią brytyjską do lat 60, kiedy to
uzyskał niepodległość i dynamit gospodarczy. Jest to najbardziej rozwinięty
kraj Azji Południowo-Wschodniej, co widać gołym okiem: kompleksy wieżowców,
świetna komunikacja miejska (najbardziej skomputeryzowana sieć metra na
świecie) i szeroko pojęty zachodni tryb życia – wielkie centra handlowe,
zachodnie marki, wszechobecny Internet. Kolonialiści zasłużyli się zbudowaniem
jednego z największych portów na świecie, a także ustanowieniem języka
angielskiego pierwszym i oficjalnym. Kraj działa jednak według chińskiej
precyzji – jest czysto, sprawnie i efektywnie.
Nawiązując też do Chińskiej Republiki Ludowej
system rządów w Singapurze trochę różni się od zachodniej demokracji, choć to
właśnie ona jest systemem oficjalnie obowiązującym. Jest to jednak demokracja
restrykcyjna. Przepisy, szczególnie te imigracyjne są bardzo rygorystyczne. Na
stacjach metra widoczna jest policja z karabinami, a za posiadanie narkotyków
grozi kara śmierci. Słynne są też inne oryginalne paragrafy kodeksu prawnego: nielegalny
jest między innymi homoseksualizm, a także posiadanie gumy do żucia! (to ze
względu na ochronę czujników w tym skomputeryzowanym metrze; były one bowiem notorycznie
zaklejane). Wybory przebiegają jednak w demokratyczny sposób, obywatele
posiadają wolność słowa, a kapitalizm jest niemalże filozofią. I ludziom po
prostu żyje się dobrze. Przeciętna rodzina mieszka w betonowych blokach, silnie
przypominających te polskie. Aż 90 procent obywateli posiada mieszkania
własnościowe, w większości budowane prze państwo.
Nie może być jednak zbyt różowo. Dla mnie
osobiście tamtejsza pogoda jest nie do wytrzymania. Singapur leży bardzo blisko
równika, nie wyróżnia się zatem pór roku, zawsze jest
parno, gorąco i mokro. Temperatury wahają się w granicach 30 stopni przez cały
rok. Nie dziwni więc, że miejscowi chowają się w centrach handlowych i
podziemnych przejściach, bo choć chwila spędzona w klimatyzowanym pomieszczeniu
jest kojąca.
Singapur był łagodnym przejściem do azjatyckiej
kultury. Choć egzotyczny to bardzo zachodni, choć ekscytujący to ciągle
bezpieczny, choć wielokulturowy to ciągle brytyjski. Na domiar wszystkich tych
pozytywnych doświadczeń w ostatni dzień mojego pobytu, czyli Sylwestra
Chińskiego Nowego Roku spotkała mnie niespodzianka. Moja wcześniejsza
współtowarzyszka podróży – Carole miała kilka godzin przesiadki w Singapurze, o
czym wcześniej nie wiedziała. Przy dźwiękach kiczowatej dyskotekowej muzyki,
popijając singapurskie piwko Tiger i jedząc chińskie zupki (takie prawdziwe,
nieproszkowe) cieszyłyśmy się wspólnie różnorodnością świata i doświadczeń. Oby
Rok Smoka nam wszystkim jak najwięcej takich przysporzył!
| Port jest ogromny, widać już z samolotu |
| Rok smoka w tym roku mamy |
| Moje najulubieńsze budki jedzeniowe |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz