czwartek, 14 lutego 2013

Singapur

Czasami moja intuicja jest mądrzejsza niż mój rozum, może nawet częściej niż czasami. Po 11-to godzinnym locie z Auckland wylądowałam w mieście-państwie Singapur w samym środku przygotowań do Chińskiego Nowego Roku bez świadomości wielkości tego wydarzenia. Nie wiedziałam, że 70 procent Singapurczyków jest chińskiego pochodzenia, a dwie pozostałe grupy etniczne to Malajowie i Hindusi. Dla wszystkich obywateli, nie tylko ich chińskiej części jest to czas magiczny, coś na wskroś naszego Bożego Narodzenia: sprzątanie, zakupy, odwiedzanie rodziny, podróżowanie. Tylko gotowanie wygląda inaczej, bo tutaj rzadko gotuje się w domu, znacznie taniej jest stołować się na mieście (posiłki zaczynają się od 3 singapurskich dolarów). Miałam ogromną przyjemność bliskiego uczestnictwa w tych przygotowaniach wraz z moją couch surfingową rodziną. Dzieliłam z nimi posiłki, nauczyłam się wiele o tradycjach noworocznych (większość przesądów ma na celu przyciągnąć dobrobyt) i historii Singapuru.
Singapur był kolonią brytyjską do lat 60, kiedy to uzyskał niepodległość i dynamit gospodarczy. Jest to najbardziej rozwinięty kraj Azji Południowo-Wschodniej, co widać gołym okiem: kompleksy wieżowców, świetna komunikacja miejska (najbardziej skomputeryzowana sieć metra na świecie) i szeroko pojęty zachodni tryb życia – wielkie centra handlowe, zachodnie marki, wszechobecny Internet. Kolonialiści zasłużyli się zbudowaniem jednego z największych portów na świecie, a także ustanowieniem języka angielskiego pierwszym i oficjalnym. Kraj działa jednak według chińskiej precyzji – jest czysto, sprawnie i efektywnie.   
Nawiązując też do Chińskiej Republiki Ludowej system rządów w Singapurze trochę różni się od zachodniej demokracji, choć to właśnie ona jest systemem oficjalnie obowiązującym. Jest to jednak demokracja restrykcyjna. Przepisy, szczególnie te imigracyjne są bardzo rygorystyczne. Na stacjach metra widoczna jest policja z karabinami, a za posiadanie narkotyków grozi kara śmierci. Słynne są też inne oryginalne paragrafy kodeksu prawnego: nielegalny jest między innymi homoseksualizm, a także posiadanie gumy do żucia! (to ze względu na ochronę czujników w tym skomputeryzowanym metrze; były one bowiem notorycznie zaklejane). Wybory przebiegają jednak w demokratyczny sposób, obywatele posiadają wolność słowa, a kapitalizm jest niemalże filozofią. I ludziom po prostu żyje się dobrze. Przeciętna rodzina mieszka w betonowych blokach, silnie przypominających te polskie. Aż 90 procent obywateli posiada mieszkania własnościowe, w większości budowane prze państwo.
Nie może być jednak zbyt różowo. Dla mnie osobiście tamtejsza pogoda jest nie do wytrzymania. Singapur leży bardzo blisko równika, nie wyróżnia się zatem pór roku, zawsze jest parno, gorąco i mokro. Temperatury wahają się w granicach 30 stopni przez cały rok. Nie dziwni więc, że miejscowi chowają się w centrach handlowych i podziemnych przejściach, bo choć chwila spędzona w klimatyzowanym pomieszczeniu jest kojąca.
Singapur był łagodnym przejściem do azjatyckiej kultury. Choć egzotyczny to bardzo zachodni, choć ekscytujący to ciągle bezpieczny, choć wielokulturowy to ciągle brytyjski. Na domiar wszystkich tych pozytywnych doświadczeń w ostatni dzień mojego pobytu, czyli Sylwestra Chińskiego Nowego Roku spotkała mnie niespodzianka. Moja wcześniejsza współtowarzyszka podróży – Carole miała kilka godzin przesiadki w Singapurze, o czym wcześniej nie wiedziała. Przy dźwiękach kiczowatej dyskotekowej muzyki, popijając singapurskie piwko Tiger i jedząc chińskie zupki (takie prawdziwe, nieproszkowe) cieszyłyśmy się wspólnie różnorodnością świata i doświadczeń. Oby Rok Smoka nam wszystkim jak najwięcej takich przysporzył!  

Port jest ogromny, widać już z samolotu



Rok smoka w tym roku mamy







Moje najulubieńsze budki jedzeniowe





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz