Ostatnie kilka dni wspólnego podróżowania niejako przypadkowo, niejako z
wyboru spędziłyśmy w przytulnych, malutkich mieścinach. Najpierw w górskim
Arthur’s Pass – wiosce pomiędzy wschodnim a zachodnim wybrzeżem. Planowałyśmy
intensywnie zdobywać szczyty gór i pagórków, ale skończyło się jak zwykle przy
kominku i herbacie w hostelu. Hostele w Nowej Zelandii są przeciwieństwem tych
australijskich, zarówno klimat miejsc jak i podróżników jest po prostu odmienny
niż ten na Antypodach. Domowo, bez tłoku i krzyków, często przy dźwiękach
gitary i odgłosach przewracania stron książek mijał nam czas na Południowej
Wyspie. Wielu turystów przyjeżdża do Nowej Zelandii, żeby obcować z naturą,
chodzić po górach i kontemplować. Kiedy w Australii głównie chodzi o plażę i
dobrą zabawę. Miejscowi też są z goła inni – bardziej nieśmiali,
introwertyczni, ale też naturalni i ciepli.
Ostatnie dwa miasteczka na trasie, tym razem na wschodnim wybrzeżu tylko
potwierdziły tę regułę. Zarówno Hanmer Springs – gdzie zażyłyśmy kąpieli w
termalnych basenach jak i Kaikoura – gdzie mieszkałyśmy w hotelu z basenem i
pięknymi widokami na zachody słońca były po prostu ładne, miłe i przyjemne.
Czas rozstania po raz kolejny w mym cygańskim życiu nie był łatwy. Powoli
odcinam moje więzy australijskie. Na razie powoli jednak, bo ślady Sydney
dopadną mnie jeszcze na krańcu świata.
 |
| Droga do Arthur's Pass, podobno przed remontem kilka ciężarówek stoczyło się w przepaści |
 |
| Hostel w Kaikourze |
 |
| Kaikoura |
czy ten kraj jest piękny, ale nudny???? no bo ileż można oglądać widoki zapierające dech, ale takie same??? (to tylko pyt. na wypadek gdybym chciała tam pojechać - fanka brudnych i zaludnionych miast)
OdpowiedzUsuńNudno jak cholera, dużo ludzi chodzi po górach, poluje, gra w rugby, żegluje; są też miasta, ale niezbyty ekscytujące, mi tam jest dobrze po tym intensywnym roku, zresztą osobiście jestem dzikusem ze wsi:)
Usuń